wróć...Transkrypcja - podcast 7_Grabowska
[00:00:00] Muzeum
NieZaniedbane. Rozmowy o dzieciństwie czasu wojny. Podcast Muzeum Dzieci Polskich. Ofiar Totalitaryzmu w Łodzi. niezaniedbane. W kolejnym odcinku podcastu Muzeum Dzieci Polskich Ofiar Totalitaryzmu w Łodzi, Katarzyna Grabowska-Bilicka, córka Wacławy Grabowskiej-Gałązki z domu Panienki Dąbrowskiej, dziewczynki, która w czasie II wojny światowej była nastolatką. Dzień dobry.
Napisałaś książkę o mamie, książkę jaka wybrzmiewa w pierwszej osobie, to znaczy wycofując się z własnego komentarza, w pełni oddałaś mamie jej głos. I może żeby zaprezentować ten wybrany przez ciebie jak autorkę styl, zacytujmy pierwszy fragment tej książki.
Początek wojny, Łódź, 5 września 1939. Dzisiaj znów nocowałyśmy z moją starszą siostrą Halą pod gołym niebem. Mamusia mówi, że tak jest bezpieczniej. I takie są też zalecenia władz, żeby nie spędzać nocy w domu, jeśli się ma taką możliwość. Mamusia wynosi nam leżaki na pole za naszym domem, przykrywamy się kocami i tak śpimy. Ja często nie śpię, bo słychać jakieś huki ze śródmieścia naszego miasta Łodzi, a poza tym bardzo dobrze widać teraz gwiazdy, bo mniej latarni się świeci. Gwiazd jest tak bardzo, bardzo dużo i tworzą jakieś dziwne rysunki.
Chciałabym być astronomem, kiedy dorosnę. Dom, o którym mowa, to ulica Wilcza 4 w Łodzi.
Ile lat miała wówczas Wacława? Jak dojrzałe oczy widziały ten początek wojny i te gwiazdy?
[00:02:04] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Miała niespełna 10 lat. Urodziła się w grudniu 1929 roku. Jej siostra rocznik dwudziesty szósty, a więc miała trzynaście lat.
[00:02:17] Muzeum
Czyli to były takie wczesne nastolatki.
[00:02:19] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak.
[00:02:21] Muzeum
Po wojnie Wacława wprawdzie nie została astronomem, tak jak planowała to patrząc w wojenne łódzkie niebo, a została lekarzem, w dodatku pediatrą, czyli zaopiekowała się tym, tymi małymi ludźmi, najmłodszymi ludźmi, które urodziły się w bardziej szczęśliwych czasach. A z jakiej rodziny dziewczęta pochodziły? Mama i jej rodzeństwo?
[00:02:47] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Babcia była przy mężu, babcia Aurelia, chociaż w czasach wielkiego kryzysu, kiedy dziadek Leon stracił pracę, założyła mały sklepik na ulicy Wilczej 4, troszkę przebudowano mieszkanie na parterze domu, I wchodziło się prosto z ulicy do sklepu. O sklepie mama bardzo szczegółowo mi opowiadała, bo pamiętała go jak z fotografii.
[00:03:19] Muzeum
Taki trochę drugi dom, bo jak mama ma sklep, to tam można przychodzić, zarządzać też po swojemu, po dziecięcemu. Prace naszych mam, o ile są dostępne, są takimi bardzo ciekawymi naszymi światami w dzieciństwie.
[00:03:33] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak, więc mama znała wszystkie szczegóły, gdzie była przechowywana wędlina, gdzie były przechowywane warzywa. W ostatnim okresie życia, kiedy ją o to zapytałam, umiała odtworzyć tę opowieść ze szczegółami. Ponieważ ja ten dom też pamiętam z dzieciństwa, mieszkałam tam do czwartego roku życia, a dom zburzono chyba w latach późnych sześćdziesiątych, kiedy byłam nastolatką, więc bywałam tam niemal do... do momentu, kiedy go rozebrano. Tam teraz stoją bloki, numeracja jest odwrotna, ale niedawno tam byłam. Chodziłam po tych miejscach. Dziadek natomiast, Leon Dąbrowski, był robotnikiem.
Zaczynał jako nastolatek, ponieważ liczne rodzeństwo zostało wyłącznie pod opieką mojej prababci Dąbrowskiej, kiedy pradziadek zmarł po długich latach pracy w Bielniku, osierocając żonę i szóstkę dzieci. Dziadek mój był chyba czwartym czy piątym synem z kolei. No i postanowił zarabiać na siebie jak miał, nie wiem, 11 czy 12 lat. Rozwoził gazety, a potem zaczął pracować w fabryce włókienniczej. Z tego co pamiętam, to chyba była fabryka na Piotrkowskiej, tam gdzie teraz są ogrody Gajera. To była pierwsza. Albo, no w każdym razie w różnych fabrykach łódzkich pracował.
Po wojnie również zdążył jeszcze przed wojną zostać tak zwanym salowym, czyli miał funkcję. Po wojnie pracował również w fabrykach włókienniczych.
[00:05:32] Muzeum
Ale to znaczy, że Wacława miała ciekawy wzorzec w postaci swojej mamy, bo wygląda na to, że mama była taka wyemancypowana. Czy dobrze myślę, że to nie była taka żona przy mężu, ale jednocześnie próbowała być niezależna i coś do domu wnieść.
[00:05:48] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak, wychodziła z jakąś inicjatywą, kiedy było ciężko. Była kobietą bardzo zaradną moja babcia. Nie miała wykształcenia jakiegoś konkretnego, natomiast kończyła szkołę, w której uczyła się robótek ręcznych. Umiała właściwie wszystko haftować, szyć, na drutach robić chyba też. Dzięki temu mam jeszcze pamiątki wyszywane przez moją babcię obrusy. No ale to nie stanowiło jej zawodu. Raczej opiekowała się domem i dopiero w tych ciężkich czasach wpadła na pomysł, żeby zarabiać.
[00:06:39] Muzeum
Mowa jest w tym pierwszym fragmencie o siostrze. Czy Wacława miała więcej rodzeństwa?
[00:06:44] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Nie, były tylko dwie dziewczynki.
[00:06:48] Muzeum
Ta wojna trwała latami. Miała 10 lat Wacława, kiedy wojna się zaczęła, ale to był dopiero początek. Jeszcze można było popatrzeć na to niebo. Za chwilę te gwiazdy zaczynały blaknąć. Który moment w twoim życiu wbrała mama na początek swoich zwierzeń i opowiadania tej historii? Czy byłaś już wtedy dorosła, czy zaczęła mówić wcześniej?
[00:07:17] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Myślę, że miałam jakieś 11-12 lat. [wtrącenie] To wcześniej. Kiedy mi opowiedziała pierwszą historię, którą pamiętam z tamtego okresu, zawarłam ją też w książce. Ucieczka przez las w Ulm, pod Ulmem, gdzie pracowała przymusowo w czasie wojny i musiała uciec od Bałerów, u których pracowała potajemnie, przez las, nieznany zupełnie. Mama dawkowała mi te opowieści oczywiście, nie epatowała mnie jakimiś strasznymi detalami, kiedy byłam nastolatką, ale potem coraz częściej opowiadała, ponieważ też ja coraz chętniej tego słuchałam. Na początku nie bardzo chętnie słuchałam o wojnie, tym bardziej, że moje pokolenie jestem rocznik 54, było epatowane historiami wojennymi zewsząd. Propaganda PRL-u nas skarmiła filmami wojennymi, wojną, nienawiścią do Niemców itd. , itd.
I mieliśmy tego powyżej uszu po prostu, tych opowieści. Ale mama opowiadała w sposób tak sugestywny, tak mnie wciągnęła w tą swoją historię, że później już właściwie chętnie słuchałam. A pod koniec jej życia pozwalałam jej opowiadać wielokrotnie, celowo, bo chciałam się tego nauczyć na pamięć.
[00:09:00] Muzeum
I mam na to dowód, ponieważ kiedy, co poczytuję jako zaszczyt i wielkie szczęście, byliśmy z kolegą z Muzeum Dzieci Polskich na wywiadzie z Panią Wacławą, jej wprawdzie już nie ma wśród nas, ale była jeszcze całkiem niedawno i wspaniale te swoje dzieje dzieciństwa i nastoletniości opowiadała, to ty Katarzyno byłaś takim szlachetnym suflerem, kiedy mama o czymś zapominała, albo wchodziła w jakieś labirynty detali i troszkę w nich utknęła co jakiś czas, tak jak w tym lesie, z którego się uciekała, to ty uzupełniałaś tę opowieść o mamo, ale tutaj to w lewo, tutaj w prawo. Bardzo to było urocze.
[00:09:43] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Było już w takim wieku, że pewne daty jej się myliły, fakty się nakładały, a ja to znałam na pamięć, także umiałam jej uporządkować.
[00:09:55] Muzeum
Tak, słuchałam tego, że tak powiem z ofu i byłam pełna podziwu, bo z taką wielką troską i wyrozumiałością, ale też z dużym znawstwem te wątki uzupełniałaś. A które ze wspomnień, które z wątków wojennej historii mamy najbardziej Cię zdumiał i zrobiło znacząco największe na Tobie wrażenie? Poza tym fragmentem o lesie, bo każde dziecko boi się ciemnego lasu, więc to da się wytłumaczyć. Już jako dorosła kobieta, no właśnie kobieta.
Co było najgorsze?
[00:10:25] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Myślę, że mamy to osobiście nie dotknęło, ale była pośrednim świadkiem gwałtu, na kobietach, koleżankach, z którymi jechała do Niemiec. I w czasie noclegu był nalot i kazano im z pociągu wysiąść i nocowały w jakichś barakach, gdzie zresztą złapała wszy. I w tych barakach musiały te dziewczęta przenocować, a wtedy rozkazy im wydawali jacyś żołnierze nieniemieccy. To prawdopodobnie byli Ukraińcy, ukraińskie jakieś grupy sprzymierzone z Hitlerem. I mamę ukryły między sobą leżące dwie dorosłe kobiety, dojrzałe może nawet już starsze osoby. Dzięki temu mamy nie wywleczono z tych baraków, ale wywleczono kilka młodych dziewcząt i mama słyszała ich krzyki. Myślę, że to było coś dla niej bardzo, bardzo szokującego, bulwersującego.
Wtedy zrozumiała, dlaczego na odjezdnym ze stacji Łódź Karolew, kiedy dziadek i siostra, ojciec i siostra przyszli ją pożegnać, ojciec powiedział, wróć taka jaka wyjeżdżasz. No wtedy zrozumiała, słysząc krzyki tych dziewcząt, co tata miał na myśli. Ona była bardzo niewinnym, młodym dziewczęciem.
[00:12:13] Muzeum
14 lat miała wówczas?
[00:12:14] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak, tak. Bardzo, jak to się wtedy mówiło, porządną dziewczyną była.
[00:12:20] Muzeum
Z dobrego domu?
[00:12:21] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Z dobrego domu. Wtedy rodzice byli bardzo wyczuleni na tak zwaną cnotę niewieścią. Więc to było dla niej wielkie, wielkie przeżycie i chyba dla mnie też. Drugie takie wydarzenie dość istotne, ale również w sensie pozytywnym, mimo że że było czymś strasznym. To był nalot aliancki na twierdzę Wilhelmsburg, w której pracowała jako nastolatka w okolicach Ulmu nad Dunajem. Bombardowanie. Kazano wszystkim pracownicom, pracownikom, bo tam chłopcy też byli, mężczyźni, zejść w podziemia i ukryć się przed bombami.
Jej koleżanki wpadły w panikę, a mama zdumiona swoją reakcją zachowała zimną krew i jeszcze dodatkowo uspokajała te swoje koleżanki. No i wtedy doszła do wniosku, że nie jest takim słabeuszem, jak jej się wydawało, że jednak ma w sobie jakąś wewnętrzną siłę i daje radę w trudnych chwilach. I myślę, że miała tę siłę, chociaż uważała się za dziecko bardzo chorowite, była chorowita, miała kłopoty z nogą, groziło jej jakieś tam straszne przejścia zdrowotne, nawet było podejrzenie, że to jest gruźlica kości, troszkę utykała jako młode dziewczę, ale przezwyciężyła to wszystko i potem znalazła w sobie wielką siłę i myślę, że całe życie ta siła jej pomagała. Mimo, że była osobą bardzo wrażliwą, nadwrażliwą, empatyczną, przejmowała się wszystkimi ludźmi wokół, pomagała komu mogła i z powołania została lekarzem.
[00:14:34] Muzeum
Tak, to nie wątpię. A zanim trafiła jako 14-latka do Ulm, która jest właściwie na końcu Niemiec, to jest daleka droga do tego zamczyska, do którego te dziewczęta zostały z Łodzi przewiezione, jest w tej historii nazwa Telefunken. Znana nam zresztą do dzisiaj, bo to jest nazwa własna firmy niemieckiej. Jeśli byś mogła powiedzieć, jak to się stało, że Telefunken było w Łodzi i dzieci w nim pracowały. Co i od kiedy Wacława robiła w tych zakładach, kiedy Niemcy tutaj je zorganizowali?
[00:15:17] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Z dokładnością do miesiąca, jeśli nie tygodnia, kiedy mama skończyła 14 lat, 12 grudnia 40... że muszę policzyć. w 1943 zapukał do drzwi domu na Wilczej 4 żandarm i przypomniał, że Wacława jest objęta obowiązkiem zatrudnienia. Musiała pójść do arbeitsamtu. Arbeitsamt, z mamy opowieści, tak wynikało, znajdował się wtedy w pięknej willi secesyjnej na ulicy Wólczańskiej, tam gdzie w tej chwili jest Galeria Sztuki. I tam pani w okienku kazała jej pokazać dłonie. Dobre dłonie, drobne, dziecięce prawie, drobne dłonie, bardzo zdatne do pracy przy precyzyjnych elementach w firmie Telefunken.
No i na podstawie tej rejestracji w arbeitsamcie, czyli w urzędzie pracy, mamę przyjęto do pracy w firmie Telefunken. Tutaj istnieje pewna kontrowersja, czy na ulicy Łąkowej, czy na ulicy Andrzeja Struga, wówczas Andrzeja, a w czasie wojny nie wiem jak ta ulica się nazywała. Ponieważ mamy daleka powinowata, z którą mama pracowała w firmie Telefunken, dwa lata od niej starsza, którą ja poznałam, razem też podróżowałyśmy do Niemiec, twierdziła, że pracowały razem nie na Łąkowej, tylko na Andrzeja Struga właśnie, ale no mama miała swoją wersję, że to była jednak Łąkowa. Ta Łąkowa się powtarza potem w mamy życiu, ponieważ po latach powstało Stowarzyszenie Byłych Robotników Przymusowych firmy Telefunken i mamę wybrano prezesem tego stowarzyszenia. Udostępniono im lokal na ulicy Łąkowej 11 w dawnej fabryce. Mama twierdziła, że ona w tej fabryce pracowała w czasie wojny.
[00:17:35] Muzeum
To Łąkowa też odnotowała się jako ulica, jako miejsce w historii II wojny światowej, jako miejsce wielkiego.
[00:17:45] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Obóz przejściowy, ale on był w innej fabryce.
[00:17:47] Muzeum
Tak, tak, tak. To było na tej ulicy, ale nieopodal, ale to nie ta rejonizacja.
W międzyczasie odnalazłam tę datę. W twojej książce część 4, to był 13 stycznia 1944 roku, mam już 14 lat, więc przyszedł żandarm z nakazem pracy. Pracuje w fabryce Telefunken na ulicy Łąkowej. Taka jest adnotacja i na pewno jest wierna, wierna prawdzie, wszystko się zgadza. A zatem przez ten pierwszy czas mała Wacława, 14-letnia, pracuje w gronie swoich koleżanek w firmie Telefunken w Łodzi, ale Niemcy zaczynają rozumieć, że wojna nie jest ich obiektywnym sukcesem, że za chwilę się skończy i to wcale nie jest korzyścią dla nich i postanawiają dokonać rzeczy nadzwyczajnej, przenieść całą tę fabrykę tak daleko.
Jak to wyglądało? Jak długo czekały dzieci na to, aż ta fabryka zostanie przeniesiona? Jak to wyglądało technicznie? I potem cała ta załoga już wyspecjalizowana, doświadczona, przeflancowana została tak daleko.
[00:19:00] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak, pewnego dnia zebrano ich na dziedzińcu fabryki i ktoś odpowiedzialny, jakiś przełożony, po polsku lub po niemiecku, tego już nie pamiętam, zawiadomił, że na zajucz muszą przyjść z wyposażeniem podróżnym, ponieważ cała ich fabryka, ludzie i sprzęt będą przeniesieni do Niemiec, do tak zwanego Altreichu. To słowo Altreich znalazłam [stara rzesza], Znalazłam przypadkiem w listach mojej cioci, cioci Hali, która miała przyjaciółkę i sąsiadkę z Wilczej 4, Ninę, która została aresztowana za działalność podziemną, właściwie za zaangażowanie jej chłopaka w tę działalność. I trafiła do Oświęcimia i one korespondowały ze sobą. Te listy mam, kuzynka mi je przekazała jako rodzinnej kronikarce, bo prowadzę kronikę rodzinną. I w tym, w jednym z listów po raz pierwszy natknęłam się na to określenie, bo zawsze wiedziałam, że ich wywożono do Rzeszy, czyli do reichu. Ale używano wtedy, w tamtym czasie używano tego określenia altreich, czyli ten reich dawny, zanim zajęli Polskę, część Polski, w tym Łódź, którą włączono też do Rzeszy. Więc wracając do perypetii mojej mamy, zawiadomiono całą załogę wszystkich pracowników, że na zajucz trzeba przyjść z walizką, pojadą do pracy, do Altreichu.
Mama oczywiście postanowiła, że to zrobi. Nie wszyscy się podporządkowali. Były osoby, które się ukryły. Jedna z przyjaciółek mojej mamy, z którą razem potem spały na pryczy w Wilhelmsburgu wspólnej, pani Kazimiera Błaszkow z domu, Kalińska z męża, Ukryła się, ale to nie trwało długo. Niemcy ją wyłowili, gdzieś tam znaleźli i tak dotarła do Ulmu z opóźnieniem, ale też tak czy inaczej musiała tam pracować.
[00:21:31] Muzeum
A sama ta praca, bo to jest ciekawe, co powiedziałaś o tych malutkich rączkach, sprytnych, wąskich paluszkach. Co to była za praca? Czego ona wymagała, skoro wymagała takich dziecięcych rączek?
[00:21:45] Katarzyna Grabowska-Bilicka
To były elementy do jakichś lamp używanych w lotnictwie. Prawdopodobnie, do bomb, nie wiem. W każdym razie praca polegała na tym, że miały na jasnych płytkach ten element składający się między innymi z jakichś pięciu maleńkich drucików i należało te druciki dokładnie rozdzielić, żeby one się nie stykały. No i w takiej postaci z tymi pięcioma rozdzielonymi drucikami ten element oddawały. Myślę, że od początku tę pracę mama właśnie taką wykonywała, bo to wymagało sporej precyzji, dobrego wzroku. Spokojnych rąk. Spokojnych rąk.
O tej pracy w Łodzi niewiele mi opowiadała. Bardziej w kontekście pracy później po wywózce do Niemiec. Tam pracowały w podziemiu, przy sztucznym świetle. Miały zmiany dwunastogodzinne.
[00:22:52] Muzeum
Czyli już bardzo niekorzystnie. I dla wzroku.
[00:22:55] Katarzyna Grabowska-Bilicka
I dla wzroku, i dla głowy, bo zamknięte pomieszczenie nie można było wietrzyć. Już to było pod bombami alianckimi, częste naloty, więc napięcie.
[00:23:08] Muzeum
Huk, dym, strach.
[00:23:09] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak. No stąd te drobne dłonie dziewczęce były potrzebne.
[00:23:27] Muzeum
Mama to jedno, jeden człowiek, ale był też tata. Stanisław Grabowski, reżyser filmowy, dokumentalista, wieloletni wykładowca naszej łódzkiej filmówki, w latach 69-75 prodziekan Wydziału Reżyserii nawet, a troszkę później 85-87 przez ponad dwa lata prorektor uczelni przy ulicy Targowej. Rocznik 1929, czyli tak jak mamusia równolatek. I teraz popatrzyłam na jego filmografię, Korczak, malarstwo historyczne, Partyzantka, Święta Lipka, Mazur, Polonez, Gotyk, Portret Sarmacki, Gierymski, Żeromski, Mickiewicz, Słowacki, Chopin, Kochanowski, Iwaszkiewicz, Maria Skłodowska-Curie. Dużo w tych tytułach nazwisk wybitnych Polaków dużo też muzyki, sztuki, geografii. Od 1969 roku był przecież też Stanisław Grabowski opiekunem niezliczonej ilości etiud swoich studentów, tak więc całe życie w filmie. Ten spis tytułów wybrzmiewa, jeśli mogę tak powiedzieć, dość patriotycznie, dość po polsku.
Gdy wybucha wojna, Stanisław ma 10 lat. Czy jego wspomnienia również mają szansę na twoje zapisanie, spisanie, publikację? Powiedz coś o tacie, bo to fascynująca biografia.
[00:24:59] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Mają szansę, coś nawet już zaczęłam. Tutaj niestety muszę trochę zmyślać.
Tato nie opowiadał. Prawie nie opowiadał. Właściwie to, co wiem o jego perypetiach wojennych, to wiem od jego mamy, mojej babci, która zmarła w 1980 roku, która, ja już byłam wtedy dorosła, już miałam swoje dziecko, drugie w drodze i babcia mnie traktowała już jak partnerkę, pełnoprawną kobietę, opowiadała mi o wojnie drugiej, więc za jej pośrednictwem coś wiem. Teraz zbieram co mogę od jeszcze żyjących kuzynów mojego taty. Tato był najstarszym kuzynem, ponieważ moja babcia była najstarszą z rodzeństwa sześcioosobowego. Więc tato też był najstarszym kuzynem. Prawie wszyscy kuzyni jeszcze żyją.
I zaczęłam zbierać wiadomości i zebrałam trochę również o wojnie, o perypetiach wojennych mojego taty. Więc zaczęłam to troszeczkę, coś tam już spisywać i mam jakiś plan na formę i na treść. Mało tej treści, więc troszeczkę muszę dodawać od siebie, puścić wodze wyobraźni, żeby móc sobie wyobrazić sytuację, w przeciwieństwie do tego, co było z mamą, która w sposób bardzo obrazowy umiała opowiadać. Umiała przekazać emocje, żyła emocjami całe życie i to było takie po prostu wdrukowane w moją pamięć. A teraz muszę troszeczkę sobie dopowiadać. Natomiast niedawno dostałam piękną opowieść od kuzyna mojego ojca, już mocno starszego pana, któremu jego mama, siostra mojej babci w szczegółach opowiadała różne historie rodzinne i m. in. tzw. kampania wrześniowa, jak to się w rodzinie odbywało, mianowicie dwaj ojcowie z tych dwóch rodzin, jak to mężczyźni w 1939 we wrześniu, postanowili iść na pomoc Warszawie.
Więc wyruszyli w drogę, zostawiając żony i dzieci. Mój tato miał 10 lat, a jego kuzynka, córka siostry mojej babci, miała chyba dwa latka, a może mniej. I one też ruszyły w drogę, bo uciekali z Łodzi.
[00:28:00] Muzeum
Na odsiecz Warszawie.
[00:28:02] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Kobiety może niekoniecznie na odsiecz Warszawie, natomiast też uciekali. Ludzie ulegali panice, [potem wracali] różne rzeczy się mówiło, powtarzały się jakieś niesprawdzone historie, plotki itd.
[00:28:17] Muzeum
Nie było messengera, nie było jak się powiadomić.
[00:28:21] Katarzyna Grabowska-Bilicka
I dwie kobiety z tymi dziećmi ruszyły w drogę, nie wiem dokąd dotarły. Ten mój kuzyn, który to opowiadał, opisywał mi, też nie wiem dokładnie, bo jego jeszcze wtedy na świecie nie było, więc z nas opowieści swojej mamy tylko to. No i po jakimś czasie wróciły i w czasie tej podróży Staszek bardzo pilnie opiekował się swoją małą kuzyneczką.
[00:28:46] Muzeum
Staszek, czyli tatuś.
[00:28:47] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tatuś mój, tak. Dziesięciolatek wtedy. To jest jeden epizod, o którym się dowiedziałam z relacji pośrednich. Druga historia związana z moim tatą z czasów okupacji, to wiem, że pracował przymusowo też w Łodzi. Pracowali z kolegą z podwórka, w każdym razie jakiś bliski kolega był, z którym pracowali przy wszywaniu zamków błyskawicznych. W jakieś worki do spadochronów, nie wiem dokładnie, szczegółów nie znam. I kiedy wracał z pracy tramwajem, został złapany w łapance.
To był też już chyba 1944 rok, no bo się zbliżał front, Niemcy troszeczkę już panikowali. I wtedy, kiedy go złapano w tej łapance, został wysłany na tzw. okopy. Tak babcia opowiadała i to się powtarza: na okop. Był jedynym synem, ukochanym. Babcia miała ambicje, żeby dzieci kształcić.
[00:30:06] Muzeum
To jej się udało?
[00:30:07] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak, to jej się udało. Marzyła zawsze o szkole, nie mogła chodzić do szkoły, bo musiała młodszym rodzeństwem się opiekować, niańczyć, braci i siostry, jako najstarsza w rodzinie na wsi. Więc miała nadzieję, że Staszek wyrośnie na kogoś mądrego, co się sprawdziło. W każdym razie, kiedy wywieziono go na okopy, dzielna Janina Grabowska postanowiła działać. Zebrała wszystkie kosztowności, jakie posiadała, niewiele, bo to była uboga rodzina robotnicza w Łodzi. Dziadek był murarzem, a w czasie wojny miał dorożkę. Był doroszkarzem po prostu.
Więc nie mieli wielkich zasobów finansowych, ale co tam miała, to zebrała i poszła szukać Staszka. Poszła po prostu przed siebie w okolice Łodzi, bo ktoś powiedział, że oni gdzieś tam kopią te rowy, te okopy w okolicach Łodzi. Szła, szła, szła przed siebie, taka jest historia opowiadana, potem powtarzana przez moją ciocię urodzoną już po wojnie, czyli siostrę mojego taty. Że już straciła nadzieję, już nie wiedziała, gdzie się obrócić, gdzie iść. To chyba było gdzieś w okolicach Brzezin, ale dokładnie też nie wiemy.
[00:31:33] Muzeum
No to daleko też doszło.
[00:31:36] Katarzyna Grabowska-Bilicka
I wtedy, kiedy już była całkowicie zrezygnowana, nagle zobaczyła jakieś światełko. Już był późny wieczór, ciemno. Zobaczyła światełko i poszła za tym światełkiem i trafiła na baraki robotników kopiących te rowy. I znalazła Staszka. Zapłaciła komendantowi, coś tam mu dała i Staszka wydobyła z okopów. Wrócili do domu razem.
[00:32:03] Muzeum
Matka to jednak ktoś. Ta intuicja nadzwyczajna, którą trudno opisać, jakoś zdiagnozować fizycznie, zawsze nas naprowadzi na dziecko.
[00:32:12] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Myślę, że kobiety mają w sobie taką silną motywację, że są w stanie naprawdę przezwyciężyć bardzo wiele trudności.
[00:32:23] Muzeum
Miłość do dziecka jest stanem bezwarunkowego oddania.
[00:32:28] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak więc, nawiązując do twojego pytania, czy coś napisze? Chyba tak, tylko to nie będzie aż tak prawdziwe jak opowieść mamy, bo tam to jest, starałam się.
[00:32:43] Muzeum
Precyzyjnie.
[00:32:45] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Pisząc ten tak zwany dziennik, bo mama nigdy dziennika nie napisała, to ja zrobiłam, ale starałam się też szukać jakichś faktów historycznych, żeby to umiejscowić z datami. Tam się w tej opowieści o mamie pojawia na przykład historia o dziecku z Zamojszczyzny, które mama sobie wymyśliła, że je weźmie pod opiekę.
[00:33:12] Muzeum
Tak, to historia Piotrkowska-Mickiewicza, z tego co pamiętam, że Niemcy powiedzieli, że tam będzie duży transport dzieci, będzie można sobie wybrać, a okazało się, że to jest pułapka. Czy dobrze pamiętam?
[00:33:27] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Mama jako dziecko tam gdzieś się przemknęła, uciekła.
[00:33:31] Muzeum
Między nogami wysokiego pana.
[00:33:35] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak opowiadała. Nigdy się nie przyznała rodzicom do tego, że tam była.
[00:33:41] Muzeum
Ona powiedziała, ty napisałaś.
[00:33:43] Katarzyna Grabowska-Bilicka
W przypadku taty będę musiała coś dopowiadać. Będzie to bardziej fikcja niż prawda.
[00:33:50] Muzeum
A co to była mleczna wełna? Czy mama wyjaśniła ci jak się robi tkaninę z kazeiny?
[00:33:57] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Nie mogła mi wyjaśnić szczegółów produkcyjnych, ale ja tego też szukałam, żeby jakoś to uzasadnić. Sprawdzałam, czy mama nie zmyśla, pisząc ten dziennik. Wiele rzeczy się potwierdziło. Znalazłam informację. Niezawodny internet pomaga we wszystkim. Znalazłam informację, że rzeczywiście z mleka, po prostu z kazeiny wydobytej z mleka w ciężkich czasach Niemcy produkowali tak zwaną wełnę mleczną. I z tej wełny mlecznej moja mama jako sprawne dziecko, nauczone przez babcię, zaradną, robiła na drutach kompleciki do chrztu dla niemowląt, bo dzieci się rodziły również w czasie okupacji.
I zarabiała, pomagała rodzicom finansowo, po prostu zarabiała. Jako dwunastolatka, trzynastolatka, zanim ją wzięli do pracy.
[00:35:09] Muzeum
Zdarza się, że ludzie, którzy przeżyli wojnę, zatrzymują się nagle w swojej relacji i milkną. Czy masz wrażenie, że mama powiedziała nie wszystko? Czy to jest akurat ta osoba, która powiedziała swojej córce wszystko, co zapamiętała, co chciała przekazać? Czy była w niej jeszcze jakaś warstwa tajemnicy? Jak myślisz?
[00:35:35] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Myślę, że ona nie ukrywała niczego. Dlatego, że opowieści o tym były dla niej terapią. Ewidentnie była typem, który musi wyrzucić z siebie wszystkie złe emocje, wspomnienia, myśli i poprzez opowiadanie o tym leczyła się w pewnym sensie. Wiem, że są ludzie, którzy właśnie wręcz przeciwnie, nie mówią, żeby nie rozdrapywać tego. W przypadku mojej mamy to było jej niezbędnie potrzebne. To czasami było wręcz trudne dla otoczenia. Dla mnie też przez jakiś czas było to takie, nieprzyjemne, ale potem zrozumiałam, że to jej pomaga przede wszystkim.
[00:36:27] Muzeum
Czy ona widziała twoją książkę?
[00:36:29] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak, to znaczy prawie nie widziała już, potraciła wzrok na starość.
[00:36:34] Muzeum
Ale miała świadomość odchodząc, że ona jest...
[00:36:36] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Miała świadomość, wzięła ją do ręki, ja jej to przeczytałam, bo już sama nie mogła czytać.
[00:36:41] Muzeum
I jak recenzja?
[00:36:42] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Powiedziała, że dobrze oddałam jej emocje. Oczywiście każdy ma swoje wspomnienie, swoją wizję i pewnie jej wizja była trochę inna, ale dzięki temu, że mogłam odbyć tzw. wizję lokalną, czyli byłam w Ulm, Widziałam Wilhelmsburg, widziałam te sale przerobione w czasie okupacji, w czasie wojny na tak zwane sztuby, gdzie te dziewczyny mieszkały. Mogłam sobie wyobrazić, jak te sale wyglądały. Kiedy ja to widziałam, to były po prostu puste, ogromne sale w starej XIX-wiecznej twierdzy zbudowanej w czasach wojen napoleońskich, bo Niemcy taką sieć tych twierdz wtedy postawili, żeby się bronić przed Napoleonem. A ja widziałam to już w takim, no opustoszała po prostu budowla wielka. Natomiast byłam świadkiem też reakcji tych starych pań, które wróciły i zobaczyły to ponownie.
Była wtedy z mamą jej koleżanka Kazia, ta co się ukrywała i tak ją dopadli, z którą potem właśnie mieszkały na waletach, spały na jednej pryczy. Płakały. jak zobaczyły to miejsce, mimo że to już była druga wizyta w Ulm po wojnie, wtedy kiedy ja to widziałam na własne oczy. Kilka lat wcześniej były zaproszone w kilkadziesiąt osób przez takie historyczne stowarzyszenie w mieście Ulm. Widziałam tylko zdjęcia i mamy opowieści, słyszałam jak to się odbyło. Było to wielkie przeżycie dla tych przede wszystkim kobiet, bo tam głównie dziewczęta pracowały. Zobaczyć to miejsce po latach, przeżyć na nowo tą traumę ówczesną.
Chciałabym jeszcze dodać, że całe to zło, które moja mama przeżyła, ona umiała to przerobić na dobro. W tym sensie, że oboje moi rodzice, jak no wszyscy Polacy niemalże, doznali krzywdy w tamtym czasie, ale moi rodzice nigdy nie przekazywali mi negatywnych uczuć wobec Niemców. Pamiętam, że nasza nauczycielka historii w liceum okropnie źle mówiła o Niemcach. Mnie to bulwersowało, bo ja z domu wyniosłam takie przekonanie, że nie wolno generalizować i nie wolno nienawidzić narodu całego, w całości, bo tam są różni ludzie i to raczej system sprzyjał złym postawom.
[00:40:05] Muzeum
Z naszego obozu, z Obozu na Przemysłowej mały, wówczas trzyletni Wojtuś Skibiński, dzisiaj już dojrzały starszy pan w nobliwym wieku, powiedział kiedyś taką bardzo ciekawą frazę, niewinni są Niemcy, winne są Niemcy. Chyba o to chodzi. Tak, że winny jest system, któremu musieli się ludzie poddać. Słabsi mieli gorzej, silniejsi mieli jeszcze gorzej, bo źle musieli kończyć. Ale to nie ludzie, nie naród, tylko właśnie system, który włączono im do głów w odpowiedni sposób, w odpowiednim czasie, zaowocował tą tragedią. To chyba ten sposób myślenia.
[00:40:47] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak. Tak, więc to rodzicom zawdzięczam swoją otwartość na inne narody, ciekawość innych kultur i może to brzmi patetycznie, ale wiem, że to dzięki nim to mam. Starałam się to też przekazać moim dzieciom i moim wnukom też będę się starała przekazywać, bo Takie memento zostaje mi po tej całej pracy nad życiem moich rodziców, nad kroniką rodzinną, że żeby się nie powtórzyły pewne złe rzeczy, to trzeba to wiedzieć. I trzeba też widzieć niejednoznacznie, nie, jak to się teraz modnie mówi, zero-jedynkowo czy biało-czarno, tylko tych odcieni jest multum.
Ilu ludzi, tyle postaw. Ilu ludzi, tyle losów i tyle jakichś okoliczności, które jednych zmuszają do złych postępków, a w innych wyzwalają jakieś szlachetne pobudki, prawda?
[00:42:04] Muzeum
No mądrzej się chyba wychować Kasi nie dało, jak właśnie w takim duchu.
[00:42:07] Katarzyna Grabowska-Bilicka
[00:42:10] Muzeum
A jeszcze nawiązałaś do nauczycielki, której stanowisko wobec Niemców nie podobało Ci się. Ja pozwolę sobie jeszcze do tego liceum Twojego na moment wrócić, jako że mamy nić połączenia z naszym ukochanym tematem, ukochanym w znaczeniu takim tematem do przytulenia, jak ja to czula, o tym mówię, Obóz na Przemysłowy. Na terenie obozu chodziłaś do tego liceum. Właściwie w samym jego środku przy ulicy Mostowskiego stoi budynek twojego liceum. Opowiadałaś mi, że właściwie z okien swojej klasy widziałaś, widzieliście wszyscy budowę ulicy Spornej. Czy młodzież w tym 70 roku, w okolicach 70 miała świadomość tego, na jakim terenie się uczy, w jakim miejscu stoi ta szkoła?
[00:43:03] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Raczej nie, raczej nie. To znaczy zapędzono nas, przepraszam, że takiego słowa użyję, ale to było takie propagandowe wtedy działanie, na otwarcie pomnika.
[00:43:17] Muzeum
Tak, odsłonięcie pomnika.
[00:43:18] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Odsłonięcie pomnika złamanego serca, pękniętego serca.
[00:43:21] Muzeum
Tak, pęknięte serce, 9 maja 1971 rok. Ty byłaś wtedy w klasie maturalnej?
[00:43:27] Katarzyna Grabowska-Bilicka
W trzeciej klasie. W trzeciej klasie. więc pamiętamy to, mój mąż był ze mną w klasie, więc czasami to wspominamy.
[00:43:35] Muzeum
Czyli to jednak był rodzaj zapędzenia, tak jako młodzież to odebraliście, jako przymus.
[00:43:39] Katarzyna Grabowska-Bilicka
To znaczy trzeba było iść, kazali nam iść, co nie znaczy, że nie przeżywaliśmy tego, każdy na swój sposób.
[00:43:49] Muzeum
To było wtedy jasno powiedziane, Kasiu, co to za pomnik, z jakiej okazji, gdzie jesteśmy, jaki jest jego kontekst historyczny, kto tak naprawdę stoi przy tym pomniku. Czy to by wam było wyjaśnione jako młodzież?
[00:44:00] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Nie, nie pamiętam. Może tak, może moja koleżanka z liceum, która potem została historykiem, może ona coś więcej pamięta z tamtego czasu. Ja nie pamiętam. Wiem, że poszliśmy, że to było smutne, bo ten pomnik jest dość taki sugestywny i bardzo porusza serca.
[00:44:26] Muzeum
Tak, jest przejmujący.
[00:44:28] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Nie pamiętam z jakimi informacjami nas zapoznawano dotyczącymi tego obozu. Wiedzieliśmy, że obóz na Przemysłowej, tylko tyle. Potem myślałam często o tym, dlaczego się o tym w ogóle nie mówi. Dla nas to było coś ważnego mimo wszystko, mimo że kazano nam iść, że to było tak zorganizowane, to całe odsłonięcie pomnika, jakieś pewnie były ważne osobistości spośród władz ówczesnych, przedstawiciele miasta prawdopodobnie.
[00:45:06] Muzeum
Nawet z Warszawy była delegacja. Oczywiście pan minister Kraśko był gościem honorowym tego dnia, tego momentu, tych okoliczności.
[00:45:16] Katarzyna Grabowska-Bilicka
To dla nas było dość obojętne, kto tam gada, bośmy mieli, że tak powiem, tego gadania w telewizji publicznej dosyć. Wyłączało się dźwięk, żeby tylko obraz był, żeby nie słuchać tej mowy strasznej, nudnej, no, dokuczliwej. To nie znaczy, że myśmy nie mieli żadnej świadomości politycznej, a myślę, że jakąś tam świadomość polityczną mieliśmy, bo mówiłam może niezbyt pozytywnie o naszej pani od historii. Akurat to mi się nie podobało, bo ona może chciała nas w duchu patriotycznym wychowywać i dlatego taka była nieprzejednana. Co mi się przypomina w tej chwili, to mówiła na przykład, że jej mały kilkuletni syn jak widzi w telewizji Niemców, to krzyczy te szkopy. Te szkopy okropne i ona taka jest z tego zadowolona. Ale ta sama historyczka, mimo że to były czasy niesprzyjające takim wypowiedziom, dawała nam do zrozumienia, że był Katyń.
Coś tam nie opowiadała nigdy w szczegółach. Słowo Katyń padło z jej ust. Musiały krążyć jakieś między nami też informacje potajemnie, że coś tam się orientowaliśmy, co to ten Katyń był. Naturalnie nie wiedzieliśmy dokładnie, jak to się wszystko odbyło, ale w rodzinie mojego męża, mojej teściowej, szwagier, czyli mąż siostry starszej, zginął w Katyniu i wszyscy wiedzieli, że on zginął w Katyniu. Tato też, przypomina mi się coś z historii wojennej taty. Tato dokładnie pamiętał i to akurat mi opowiedział. Jak w kronice niemieckiej, po polsku wyświetlanej w filmie, tata chodził do kina, mimo że takie jest powiedzenie z tamtego okresu. Mogę zacytować?
Tylko świnie siedzą w kinie. Tata był dzieciakiem, chodzili do kina z kolegami, nie mieli co robić, nie było szkoły, jakoś tam musieli spędzać czas. I wiedzieli, że to jest szczekaczka tak zwana, ta kronika filmowa po polsku, ale niemiecka, propagandowa. I kiedy podano właśnie w jednej z kronik, podano informację, że odkryto groby polskich oficerów w Katyniu, Niemcy podali, że to Rosjanie zrobili, Nikt z tych chłopców nie uwierzył, że to Rosjanie zrobili, bo oni nie wierzyli Niemcom. Także to był taki moment, kiedy Niemiec, w Łodzi przynajmniej, Niemiec był głównym wrogiem. Nawet jeżeli nie doznawali krzywd bezpośrednio. Chociaż i w rodzinie mojej mamy były wywózki do obozów koncentracyjnych.
Dwie kuzynki i ciocia zginęły w Oświęcimiu. I w rodzinie mojego taty też były wywózki do obozów. Brat mojej babci, najmłodszy, zginął na Radogoszczu, a najmłodsza siostra babci była w Ravensbrück, za tak zwaną działalność polityczną, bo należała do organizacji SOKÓŁ, jakiejś takiej młodzieżowej, miejskiej organizacji. No więc. No to było na porządku dziennym, że w każdej rodzinie ktoś doznał krzywdy. I Niemcom się nie wierzyło, więc jak Niemcy podali do wiadomości, że to Rosjanie zrobili, Sowieci, no to nikt nie uwierzył na początku.
[00:49:27] Muzeum
Anna Janko, która podobnie jak Ty spisała opowieść, historię swojej mamy w Małej Zagładzie.
[00:49:36] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Znam.
[00:49:36] Muzeum
Oczywiście, że znasz, bo jesteś chyba najbardziej chyba oczytaną osobą, jaką poznałam w życiu. Cytując swoją mamę, która była ocalałym dzieckiem z Zamojszczyzny pisze, nie pisz naziści, pisz Niemcy małą literą. Bardzo wyraziste. U ciebie w książce są Niemcy małą literą jako nie naród, tylko zjawisko, jako człowiek zło. Czy mama też tobie zasugerowała, pisz Niemcy małą literą? Czy taki jest twój zapis?
Jaką regułę przyjęłaś?
[00:50:21] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Skąd to wiem, że tak się pisało. Nie dzięki mamie. Znalazłam chyba w dziennikach Jarosława Iwaszkiewicza jakąś notatkę. On chyba o tym to tłumaczy. Albo w każdym razie kojarzy mi się to z dziennikami Iwaszkiewicza, że na znak pogardy niechęci do okupanta, od dziś piszemy Niemcy małą literą. Niemcy, Niemiec, Niemka po prostu chcemy w jakiś sposób się bronić. I to jest nasz sposób na obronę, chociaż taki, prawda?
[00:51:06] Muzeum
Ortografia jako przejaw godności. Albo odebrania godności komuś, kto jest barbarzyńcą. Ciekawe.
[00:51:14] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Musiałam to tłumaczyć mojej tłumaczce, bo moja książka wyszła też w Niemczech po niemiecku. Dzięki tłumaczce, która jest Niemką pochodzącą z Polski.
[00:51:31] Muzeum
No właśnie, jak to wytłumaczyłaś i co to zostało właściwie zrozumiane?
[00:51:35] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Zresztą zrobiłam przypis też w tej polskiej wersji książki. Zrobiłam taki przypis, żeby nikt mnie nie posądził, że nie znam ortografii, no oczywiście po polsku narodowości piszemy z wielkiej litery, ale celowo zastosowałam ten zabieg i zrobiłam przypis, żeby to wyjaśnić również w wersji polskiej, a Niemcom też musiałam to wyjaśnić, że to był sposób obrony w jakiś sposób. cichej, cichej obrony cywilnej Polaków.
[00:52:10] Muzeum
Zresztą twoja książka jest pełna przypisów, za co bardzo dziękuję, dlatego że dzięki tym przypisom jest bardzo czytelna dla młodego odbiorcy. Wszystko jest bardzo ładnie, klarownie, w sposób taki bardzo współczesny, mądry, wyjaśniony. Więc jeżeli jest jakaś wątpliwość, łatwo się odnieść do tego, co jest pod kreseczką i odnaleźć odpowiednią drogę, odpowiednie znaczenie. Także te przepisy są znakomicie.
[00:52:38] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Nie ukrywam, że pisałam tę książkę oczywiście przede wszystkim dla siebie, dla mamy, ale też dla moich wnuków. Kiedy ją pisałam już miałam czworo wnucząt. Najstarszy w tej chwili ma 17 lat. Była motywacja i nadzieja, że kiedyś może któryś z nich się tym zainteresuje więc celowo taką formę przyjęłam, żeby to było proste, łatwe, chwilami może nie zabawne, bo to nie były zabawne czasy, ale takie lekkie w czytaniu i plus te wyjaśnienia historyczne tam, gdzie coś może być niejasnego.
[00:53:26] Muzeum
A czy masz jakieś wiadomości na temat recepcji tej książki w Niemczech?
[00:53:32] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Byłam na promocji, tak zwanej promocji tej książki. Zorganizowało to Centrum Dokumentacji Historycznej w Ulm, DZOK, Dokumentationszentrum Oberer Kuhberg, taka jest oficjalna nazwa tego stowarzyszenia. Oni mi zorganizowali piękną uroczystość. Było, spora garska słuchaczy.
Wydano to bardzo ładnie. Dodali od siebie różne przypisy, takie własne, przedmowe. Opis okoliczności, jak się poznaliśmy, bo ja dzięki mamie ich poznałam. I książeczkę po prostu wysłałam w prezencie tą polską. Tej tłumaczce, która pracowała dla Centrum Dokumentacji Historycznej w Ulm.
[00:54:31] Muzeum
Może przytoczmy jej imię i nazwisko od razu podkreślmy.
[00:54:33] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Ilona Waloszczyk. Pani, która pochodzi z... Urodziła się na Śląsku z mężem, wyemigrowali do Niemiec chyba w latach 70. Tam się urodziły im dzieci i są Niemcami w tej chwili, ale świetnie znają polski. Często służą jako tłumacze, oboje, ona i jej mąż Damian, który jest również diakonem w kościele katolickim, czyli cywilnym księdzem, można powiedzieć. Tam troszkę inny system jest. Wysłałam w prezencie Ilonię.
[00:55:14] Muzeum
Przeczytała i stwierdziła, tłumaczymy, wydajemy.
[00:55:17] Katarzyna Grabowska-Bilicka
To znaczy napisała do mnie jej bliska znajoma, a moja najbardziej zaprzyjaźniona korespondentka, Karin Jasbar, która z tym Centrum Dokumentacji współpracuje. Napisała do mnie Karin z pretensją, no jak to? Posłałaś Ilonie książkę po polsku, a ja nie mogę nic zrozumieć, bo ja nie znam polskiego. I wtedy ja w odpowiedzi pół żartem napisałam, to może Ilona to przetłumaczy na niemiecki. Karin potraktowała to bardzo serio.
[00:55:54] Muzeum
Nie zdają się na żartach. Bogu dzięki.
[00:55:57] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Karin to potraktowała bardzo serio. Przekonała Ilonę. Ilona to przetłumaczyła i pani dyrektor Centrum Dokumentacji, Nikola Wenge, postanowiła wydać to jako książkę.
[00:56:14] Muzeum
I z godnością cię tam przyjęto.
[00:56:17] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Przyjęto mnie bardzo ciepło.
[00:56:19] Muzeum
Zorganizowano promocję tej książki.
[00:56:21] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Sporo osób kupiło od razu tę książkę, musiałam podpisywać się, autografy, dedykacje itd. Także wielkie to było dla mnie przeżycie i cały czas oczywiście myślałam o mamie, bo mamy już wtedy na świecie nie było i czułam jak się cieszy. O mamie tam pamiętają, bo mama tak umiała w czasie tej podróży zorganizowanej przez Niemców, tej tak zwanej drugiej podróży do Ulm, tak umiała przekazać emocje, miała spotkania z młodzieżą niemiecką, oni to tam stosują. Jest taki trend, żeby młodzież uświadamiać o ich bardzo, bardzo złej historii niemieckiej.
[00:57:24] Muzeum
Niemiecka młodzież nie czyta, ale chętnie słucha tych opowieści, konkretnych biografii.
[00:57:29] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Więc były te spotkania z młodzieżą i moja mama miała ogromną swadę. Opowiadała bardzo ciekawie i bardzo tam przypadła do gustu wielu osobom. Zaprzyjaźnili się.
A ja kontynuuję te przyjaźnie, te relacje.
[00:57:48] Muzeum
Czyli teraz Niemcy już piszemy wielką literą. Ci Niemcy, którzy próbują jakoś uzupełnić tę przepasną lukę w historii, jaką był ten zjawiskowy deficyt miłości do drugiego człowieka.
[00:58:07] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Tak. No oczywiście. To nie jest powszechne. Tam są też ludzie i ludziska. [Jak wszędzie.] I ci ludzie, którzy czy zawodowo, czy... ochotniczo współpracują z tym centrum dokumentacji, oni też spotykają się z niechęcią swoich ziomków, swoich pobratymców.
Niektórzy chcieliby zapomnieć, niektórzy chcieliby już odpuścić. No ale są jeszcze tacy, którym zależy, żeby historia nie poszła w niepamięć. I też chyba z tych samych powodów, co ja. Bo historia jest nauczycielką życia, ma być przynajmniej, próbuje. Nie zawsze się to udaje niestety, jak widać na świecie w tej chwili.
[00:59:03] Muzeum
Książka ma ciekawy tytuł, bo składa się z jednej literki i kropki W. W jak wojna, W jak wygnanie, W jak wiara, W jak wydorośleć i W jak wrócić. To są te zwroty, to są te rozdziały, na jakie te opowieści swojej mamy podzieliłaś. Mogę jeszcze dodać, że W jak ważne wspomnienia.
[00:59:38] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Bardzo dobre dopełnienie tej listy.
[00:59:43] Muzeum
Bardzo dziękuję. Szanowni Państwo, Katarzyna Grabowska-Bilicka była naszym dzisiejszym gościem. No i Wacława, jej mama, która cały czas jakby była wśród nas, bo to o niej głównie była tu mowa. Pięknie dziękuję.
[00:59:57] Katarzyna Grabowska-Bilicka
Bardzo dziękuję.
[01:00:00] Muzeum
Niezaniedbane. Rozmowy o dzieciństwie czasu wojny. Podcast Muzeum Dzieci Polskich. Ofiar totalitaryzmu w Łodzi.
