wróć...Transkrypcja - podcast 6_B.Mazurkiewicz
[00:00:00] Muzeum
NieZaniedbane. Rozmowy o dzieciństwie czasu wojny. Podcast Muzeum Dzieci Polskich. Ofiar Totalitaryzmu w Łodzi. Niezaniedbane. Witamy Państwa w kolejnej rozmowie, która ma pokazać, jak wyglądała wojenna rzeczywistość dziecka. Jak wojna dzieci zaniedbała, odbierając im domy, rodziców, zabawki, edukację, zdrowie i bezpieczeństwo.
Dziś w naszym studio, w Bibliotece Muzeum Dzieci Polskich w Łodzi, gość tak wyjątkowy, że pewnikiem już nigdy więcej podobnego tu mieć nie będziemy. Pani Barbara Mazurkiewicz, lat 100 i jeszcze pół. Witamy Panią ze wzruszeniem i bardzo serdecznie. I spróbujmy Pani Barbaro, Pani długie i ciekawe życie zebrać w jedną opowieść. Może to się uda.
Urodziła się Pani w kwietniu 1924 roku. Gdzie i w jakiej rodzinie?
[00:01:09] Barbara Mazurkiewicz
Urodziłam się w Warszawie. Wtedy ojciec był we wojsku. Jako już porucznik, ponieważ był w 1914 roku, już jako legionista poszedł do Legionów. 14 sierpnia do Krakowa pojechał ze swoim bratem, dwa lata starszy od niego, a sam miał tylko 17 lat. Dostał się do Pułku IV pod dowództwem pułkownika Roanie. Do końca walczył w Legionie, właśnie w IV Pułku. Ale był taki moment, że 14 października, właśnie 14 już roku, Był bardzo ciężko ranny w nogę.
I niestety tutaj w Polsce, można powiedzieć w Polsce, bo na obszarze Kraków, Kielce, musieli wysłać go aż do Wiednia, do szpitala. Więc ciężki był bardzo stan. Ojciec się nie chciał przecież zgodzić na amputację. Więc dotąd go leczyli, aż go wyleczyli. O lasce już mógł chodzić. To był marzec 15 rok, czyli już parę miesięcy po pobycie we Wiedniu. No oczywiście spotkał się ze swoim bratem i do końca walczyli razem.
[00:03:15] Muzeum
Do końca wojny, czyli do 1918 roku.
[00:03:20] Barbara Mazurkiewicz
Właśnie ten pułk czwarty walczył z Moskalami, bo przecież wojna wybuchła przeciw Moskalom razem z Austria i Prusy. Więc to już była taka dosyć duża armia, ale te legiony stworzone przez marszałka Józefa Piłsudskiego, który był na razie komendantem, brygadierem legionu, a dopiero w 1918 roku to został marszałkiem już po wyzwoleniu Polski, która została niepodległa. Nareszcie uzyskali wolność po 123 latach niewoli pod trzema zaborami.
[00:04:21] Muzeum
I rodzi się pani w 1924 roku już dorosłemu ojcu. Ojciec jak miał na imię?
[00:04:28] Barbara Mazurkiewicz
Ojciec miał dwa imiona. Zygmunt Andrzej, a nazwisko jego Mucha, zwykła Mucha.
[00:04:39] Muzeum
I dlatego pani miała podczas powstania warszawskiego pseudonim Muszka.
[00:04:43] Barbara Mazurkiewicz
A ponieważ ja potem byłam w AK i musiałam sobie obrać jakiś pseudonim, obrałam sobie po prostu Muszka. Ze względu na to, że byłam mała, czarna, żwawa taka wszędzie.
[00:05:03] Muzeum
I nie zmieniła się Pani od tamtych czasów.
[00:05:05] Barbara Mazurkiewicz
Chciałam coś robić, coś czynić dobrego. W ten sposób mnie wszyscy znali.
[00:05:22] Muzeum
Podobno na własne oczy widziała Pani kiedyś Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jakie to były okoliczności?
[00:05:31] Barbara Mazurkiewicz
To był rok 1929, bo miałam 5 lat. Mamusia, mieszkaliśmy wtedy w Warszawie, mamusia mi, co prawda nie codziennie, ale jeżeli była tylko ładna pogoda, zapisała mnie do przedszkola wojskowego, które było w Alejach Ujazdowskich, niedaleko Belwederu. A naszą wychowawczynią była bardzo milutka taka młoda osoba. Nas było niedużo, gdzieś koło dwudziestu dzieci. Ale te starsze były trochę więcej już odważne. No więc było nas osiem i poszliśmy na spacer do Parku Belwederskiego. No szliśmy alejkę i widzimy, siedzi ktoś na ławce w szarym płaszczu, zarzuconym na ramiona, w maciejówce na głowie, noga na nogę, założone na kolano.
No i patrzył sobie w słoneczko. My przychodzimy obok, bliziutko, machamy rączką, bo trudno było, żebyśmy podeszli do marszałka i obejmowałyśmy albo coś. Nie, bo nas uprzedzili. Pamiętajcie, daleka, rączkami machajcie, mówcie dzień dobry. No i w ten sposób on także uśmiechał się do nas i też machał do nas ręką. Także to było przeżycie bardzo wielkie. [wtrącenie] - czyli takie serdeczne wrażenie...
- Ja właśnie tą miłość taką, którą miał mój ojciec do marszałka, bo bardzo go kochał. Zresztą wszyscy legioniści młodzi to inaczej nie nazywali marszałka jak nasz dziadek.
[00:08:00] Muzeum
Pani Barbaro, ponieważ nasze muzeum zajmuje się głównie losami polskich dzieci podczas II wojny światowej, proszę nam opowiedzieć, gdzie Panią zastał wybuch tej strasznej wojny? Jakie decyzje wtedy podjęli rodzice? W jakim miejscu i w jakich okolicznościach znalazła się Pani z rodzicami 1 września 1939 roku? Miała Pani wtedy 15 lat.
[00:08:25] Barbara Mazurkiewicz
Jak już powiedziałam, mieszkałam w Warszawie do roku 1930. Ponieważ ojciec został już awans na kapitana, w 1930 roku przeniesiony został do małego powiatowego miasteczka Zamość. Powiązując do wybuchu II wojny światowej, To ja wtedy zdałam, to był przecież już sierpień, a we wrześniu miałam iść do trzeciej klasy gimnazjalnej. Ale tak coś z koleżanką chodziłyśmy sobie po alejkach parku naszego w koszarach, ale drugich koszarach, tych głównych, które były poza śródmieściem i tam właśnie ostatnio rok przedtem musieliśmy się sprowadzić, bo ojciec już tam pracował, a nie tu w Śródmieściu. Patrzymy na górę, co to za ptaki tam latają i tak bardzo wysoko, a słońce było, gorąco, straszny upał. A taka ładna pogoda, co tam będziemy się przejmować. Ale tutaj coś kiedyś ojciec mi powiedział, słuchajcie, uważajcie dobrze, może mi powiecie, czy coś, żeście tam widziały, czy co.
No powiedziałyśmy właśnie o tych samolotach. Wojna wybuchła 1 września. Ojciec już szykował swój dywizjon na wyjazd koleją, pociągami towarowymi do Warszawy, żeby bronić Warszawę. I zaraz właśnie w tym pierwszym dywizjonie była rampa kolejowa, przy której ja z mamusią siedziałyśmy. Czasami było jakieś tam krzesełko, jakiś toborecik. Ale patrzyłam, aż sama drżałam, bo patrzyłam jak ci żołnierze już z całym ręcztunku wchodzili do tych wagonów, wprowadzali konie do... otwartych, plandek, wprowadzali armaty.
Więc już mnie ciarki przychodziły, jak do armaty, co to będzie, jak to będzie. Ojciec na wszystkie strony miał dowodzenie i bardzo dobre dowodzenie miał. I dopiero 6 września wyjechali, ale nie dojechali do Warszawy.
Dojechali tylko do Puław. Niemcy weszli do Zamościa, a potem weszli Rosjanie. Rosjanie byli przez jakieś półtora tygodnia, może dwa, a potem znów Niemcy. Więc ojciec natrafił na taki moment, kiedy byli Rosjanie. Znów miał znajomego, który miał własną kamienicę dwupiętrową z centralnym ogrzewaniem w Zamościu.
[00:12:21] Muzeum
Czyli taką nowoczesną.
[00:12:23] Barbara Mazurkiewicz
Słuchaj, ty nie masz gdzie się teraz podziać. Twoja żona wzięła wszystko, już wywiozła, co tylko mogła. Ojciec jak przyjechał, zobaczył, co się dzieje, to mówi, o, dostałem teraz dwa pokoje i teraz będziemy mieszkać po ludzku. Trzy dni minęło, Niemcy wleźli. Od razu się pytają, kto tu mieszka, dozorcy. Ten major z tego pułku, co tutaj w Zamościu. No to, a to byli gestapowcy, którzy mieli chętkę na ten dom, żeby się wziąć i zamieszkać.
I rzeczywiście, myśmy tylko mieszkali jak w paszczy lwa, za przeproszeniem, bo przecież każdy moment nie taki, jakby powinien być, to już mogli nas ciapnąć.
[00:13:29] Muzeum
Był zagrożeniem.
[00:13:32] Barbara Mazurkiewicz
Albo ciapnąć do więzienia. Ale ojca [niezrozumiałe] przyjęli. Dlaczego pan nie poszedł do niewoli? A bo ja wiem, co to znaczy niewola. No to będzie się pan u nas meldował raz w tygodniu i nie wolno panu wyjeżdżać z Zamościa. Najwyżej tutaj gdzieś w okolicy, ponieważ ma pan tutaj kartę jako kupiec. Tenkartę. A tenkarta to dowód.
Bo przecież pracuje, bo inaczej to by go wyjechał do Niemiec. [wtrącenie] Tak był obowiązek pracy. No i w ten sposób jakoś ustatkowało się wszystko pięknie, ślicznie. Mieszkaliśmy spokojnie, no ale trzeba było się trochę pouczyć, zacząć tą trzecią klasę. Znał ojciec bardzo dobrze, jednego z profesorów. Przychodził do nas dwa razy tylko w tygodniu, nie więcej. I jedna tylko koleżanka, z którą siedziałam w ławce.
Bardzo dobrze, żeśmy się lubiły, ale to krótko trwało.
[00:14:51] Muzeum
Jak miała na imię ta koleżanka?
[00:14:53] Barbara Mazurkiewicz
Lucynka. Lucynka. I mieszkała na obrzeżu trochę, nie w centrum. Dom, to stał naprzeciwko kolegiaty. Więc to już była taka... Punkt bardzo obserwacyjny.
[00:15:10] Muzeum
Czyli tak, nie mogłyście chodzić do szkoły, ale profesor przychodził do was dwa razy w tygodniu.
[00:15:15] Barbara Mazurkiewicz
Tak, dwa razy w tygodniu.
[00:15:16] Muzeum
I to było łamanie prawa.
[00:15:18] Barbara Mazurkiewicz
No tak, ale to wszystko jeszcze tak cichutko, spokojniutko. To było tak po południu on przychodził, nie wieczorem, albo z rana, różnie. To zaczęło się od listopada, ta nauka. Ale trwała tylko do lutego. W lutym coś zaczęło się niedobrze robić w Zamościu. Przyszli i wzięli do więzienia.
[00:15:56] Muzeum
Aresztowania.
[00:15:57] Barbara Mazurkiewicz
Tak. I było więzienie.
Ale okrutne, w tak zwanym dawniejszej strzelnicy zamojskiej, gdzie żołnierze z koszar przychodzili na ostre strzelanie. A Niemcy podzielili to na cele, bo to okrągł taki budynek. I młodzież tam była więziona, katowana, między innymi i moja koleżanka. W moim wieku córka majora z dziewiątego pułku, z piechoty, bo dwa pułki stały w Zamościu piechota i artyleria. Jak ją uwięzili i tam właśnie ją strasznie katowali, ale ona się absolutnie. Nie, nie, ona nie powie, ona ja wiem, ale nie powiem. No to w końcu i paznokcie jej ździerali.
Ale okropnie, nazywała się Grażynka Kierszniecka. Nawet jej nazwiskiem jest ulica bliziutko koszar nazwana. Bo wielka bohaterka, w końcu ją rozstrzelali, ale nie wydała ojca. A sama była już zaprzysiężona w ZWZ.
[00:17:35] Muzeum
W Związku Walki Zbrojnej.
[00:17:36] Barbara Mazurkiewicz
A przedtem była harcerką. No więc to już było klucz wszystkiego. Ale 29 marca wyszedł taki, no nie wiem, tak zwana akcja AB, która była likwidacją całej inteligencji polskiej. Więc zostały aresztowani wojewoda, starosta, lekarze, nauczyciele, sędziowie, adwokaci, nawet starsza młodzież też. Między innymi też i przyszli po ojca, aresztowali. Z samego rana, gdzieś tak dziewiąta godzina była. Długo nie siedzieli, bo oni wiedzieli, że tutaj szukali broni, ale nic nie znaleźli.
Więc tylko tyle, że pan się pożegna i koniec, do widzenia. No oczywiście pożegnał się z nami ojciec. W takim półkorzuszku był. Tak wtedy, bo to już wiosna, więc nie w korzuszu długim, tylko półkorzuszek miał na sobie. Jeszcze jak schodził na dół po schodach, bo na pierwszym piętrze, to jeszcze pomachał nam ręką. A ja stałam z mamusią i z moim małym braciszkiem, bo on przyszedł na świat bardzo późno. Był 13 lat młodszy ode mnie, 3 stycznia 1938 roku.
No więc on niestety, ale na pewno nie pamiętał już ojca, mając tyle...
[00:19:42] Muzeum
To znaczy, że ojca już wtedy później nigdy nie zobaczyliście?
[00:19:47] Barbara Mazurkiewicz
Nie, to już później. Na razie wszystkich, to ponad 30 osób aresztowali. Wszystkich wywieźli samochodami do Lublina na Zamek Lubelski. Okropne to więzienie było, a szczególnie okropni byli ci gestapowcy, którzy się znęcali nad politycznymi więźniami.
[00:20:15] Muzeum
Zamek w Lublinie z tego słynął. Z tego, że był tak straszny, to bardzo mroczne miejsce.
[00:20:22] Barbara Mazurkiewicz
Pod koniec maja mamusia chciała się zobaczyć z ojcem. I poszła do kancelarii, żeby mogła się zobaczyć, zmienić koszulę.
Czy tam coś przynieść. A niech pani przyjedzie na początku lipca. No więc mamusia 7 lipca pojechała. A tu mamusi już powiedzieli, że pani mąż nie żyje. 29 czerwca, w sam dzień świętego Piotra i Pawła, salwa niemiecka padła. Odebrała życie trzydziestu parom więźniów politycznych, którzy razem byli w jednej celi. Są pochowani i w tym miejscu byli rozstrzelani na rurach jezuickich.
To jakieś 3 km od Śródmieścia Lublina. Piękne miejsce. To jest wąwóz.
[00:21:38] Muzeum
Pani Barbaro, ojciec był człowiekiem wykształconym, był ważnym dla was, był ważnym żołnierzem. Jakie decyzje, bo domyślam się, że jego odejście, jego śmierć wniosła dużą zmianę w waszym życiu.
[00:21:54] Barbara Mazurkiewicz
Z punktu pojechała do Zamocia, napisała do swojego ojca, który... rodzice mieli mały mająteczek koło Głowna.
Czyli niedaleko Łodzi. Tak, niedaleko Łodzi. I oni sobie podczas okupacji jeszcze rządzili, bo nie odebrali Niemcy takiego, bo to nie był duży majątek. No ile to kosztu.
Może 80 hektarów, więc [niewyraźnie] do Dudzi nie. No i wtedy właśnie sobie postanowiła nie siedzieć u rodziców, bo wszystko już przecież było... Wszystkie rzeczy się zostały tam u dziadków. Wynajęła sobie taki domek, gdzie był sklepik i założyła sobie malutki sklepik.
[00:22:54] Muzeum
I to było w Głownie?
[00:22:57] Barbara Mazurkiewicz
Tak, to był czterdziesty rok. Zaraz właśnie po śmierci ojca.
[00:23:06] Muzeum
Czyli wypełniła wolę swojego męża, zabrała dzieci do swoich rodziców, ale próbowała się też usamodzielnić.
[00:23:13] Barbara Mazurkiewicz
Tak, założyła ten sklep. Tylko mówi, ty Basia, ponieważ twoja mama chrzestna jest w Warszawie, to pojedziesz do niej, u niej będziesz mieszkała, ja pojadę z tobą, to wszystko załatwię. I będziesz sobie chodziła do szkoły, ale podczas okupacji trzeba było chodzić do niemieckiej szkoły. Ale żeby chodzić na komplety trzeba było dwie szkoły mieć. Jako jedna legitymacja, którą by się wyjechało do Niemiec, a druga po cichutku, żeby robić małą maturę. I w ten sposób zrobiłam małą maturę.
[00:24:03] Muzeum
Czyli w 1940 roku pojechała pani do Warszawy, w której się pani urodziła, do Chrzestnej i tam zaczęła nowy etap życia, ale pod okupacją niemiecką, bez mamy.
[00:24:15] Barbara Mazurkiewicz
Tak, do 1942 roku, dwa lata byłam tam. I akurat zdążyłam zrobić sobie małą maturę.
[00:24:23] Muzeum
Znakomicie, gratulujemy, zuch dziewczyna.
[00:24:26] Barbara Mazurkiewicz
Mamusia dowiedziała się, że w Warszawie na ulicy 6 sierpnia, blisko Placu Zbawiciela jest otwarty internet dla dziewcząt rodzin wojskowych. Gdzie mogą się uczyć, no i mieszkać oczywiście. I już w styczniu ja już tam zamieszkałam. Było nas na razie 12 i zaraz jak... wyrosły kwiatuszki i było nas 24. To tak mniej więcej od 12 do 16 lat. Taka była różnica między nami.
[00:25:18] Muzeum
A to Pani już była wtedy jedną z najstarszych?
[00:25:21] Barbara Mazurkiewicz
Do tych starszych. No i do tych starszych też było. Właśnie tych pierwszych starszych. No a ponieważ to była taka organizacja harcerska. Bo sama kierowniczka była harcmistrzynią i należała już do Armii Krajowej i była kapitanem. Miała znajomości w głównej komendzie, gdzie pracowała Halszka Wasilewska, rodzona siostra Wandy.
Ale to zupełnie jak dzień do nocy.
[00:26:08] Muzeum
Domyślam się.
[00:26:09] Barbara Mazurkiewicz
Tak. Tamta komunistka, a ta...
[00:26:13] Muzeum
AKowiec.
[00:26:14] Barbara Mazurkiewicz
Patriotka. Na wszystkie strony patriotka.
I to już był 1942 rok, bo to był... chyba maj albo czerwiec, przyszła właśnie do nas do internatu pani Halszka. Mówi, słuchajcie dziewczyny, do tych starszych, czyli do pani. Było nas tych starszych osiemnaście.
Więc było [niewyraźnie][wtrącenie] Była siła. Jest organizacja, do której chciałybyście może należeć, bo szykuje się powstanie i potrzeba, są ręce do roboty.
[00:27:07] Muzeum
Czyli pani Barbaro, w połowie roku 42 już była mowa o powstaniu w Warszawie, dobrze rozumiem?
[00:27:14] Barbara Mazurkiewicz
Tak, już. Dlatego już właśnie to, żeśmy były zebrane, zaprzesiężenie było. Potem byłyśmy szkolone, ale na krótkie i tylko broni, no bo przecież karabinu nie da rady, żeby przenieść i nas uczyć. A żebyśmy gdzieś nie jechały... Nie wolno nam było opuszczać internatu. Nie wolno. Tylko do szkoły i z powrotem.
Taki rygor był u nas.
[00:27:54] Muzeum
Czyli jesteście zaprzysiężone do Armii Krajowej?
[00:27:59] Barbara Mazurkiewicz
Tak, jako.. łączniczki. Dawano nam dokumenty, nawet i też słowne jakieś zlecenia [rozkazy]. Ja widząc na ulicach jak dwójki tych żandarmów zatrzymują w torebce, szperają po kieszeniach, po tego, po tamtego. Mówię o nie... nie daj Boże, żeby mnie wzięli tak. Ja sobie wezmę do buta wsadzę i w bucie przenosiłam te dokumenty.
[00:28:43] Muzeum
Czyli nie w kieszeni, nie w torbie, tylko w butach.
[00:28:45] Barbara Mazurkiewicz
Nie w kieszeni, nie w torbie, tylko do buta wsadzałam.. I za mną dziewczęta też tak samo. Myśmy jeszcze miały kurs sanitarny, ale to jakieś za pół roku. I miała to nasza pani Jadwiga Szetyńska, nasza wychowawczyni, która była jak matka nasza. Chociaż sama miała czworo dzieci. Córkę w naszym wieku i trzech synów, trochę młodszy od tej córki i dwóch.
Bardzo małych takich. Jeden miał pięć, a drugi zdaje się coś osiem, czy coś takiego. Jeden z nich jeszcze, tylko że nie najmłodszy. Wszystkie dzieci już niestety. Ale tutaj się rozchodzi o to, że ten kurs sanitarny, wszystkie żeśmy musiały zdać. Ja podobno najlepiej zdałam, więc mnie zrobili taką... pomocnikiem dla pani wychowawczyni, no i żeby koleżanki przychodziły do mnie z paluszkiem, z główką, z brzuszkiem, no co tam potrzeba było, żeby im wziąć i pomóc.
Ale to też nie miałam dyżurów, ale dorywczo, dorywczo. Tak było przez dłuższy czas.
[00:30:34] Muzeum
Czyli półtora roku mniej więcej byłyście przygotowywane do powstania.
[00:30:40] Barbara Mazurkiewicz
Tak, tak.
[00:30:40] Muzeum
W jakich okolicznościach dowiedziałyście się, że podjęta została decyzja o tym, że powstanie będzie realizowane?
[00:30:49] Barbara Mazurkiewicz
Tak, ale myśmy jeszcze niekoniecznie, bo były terminy ciągle zmieniane.
[00:30:58] Muzeum
Przesuwane, tak.
[00:30:59] Barbara Mazurkiewicz
Ciągle były zmieniane. I oczywiście szyłyśmy jeszcze dla powstańców biało-czerwone opaski.
No, nie próżnowałyśmy. W każdym bądź razie każda z nas miała zawsze pełne ręce roboty, nie wymygiwała się od żadnej pracy, bo każda z nas wiedziała, że to wszystko jest dla nas wspólnie, dla naszego dobra.
I był 20 lipiec. A nasz internat w Rawi, gdyby było powstanie, to miało być szpital. Ze względu na wiele łóżek, no i czysta pościel. Także to wszystko było... Ale lipiec to taki był miesiąc, gdzie ta młodsza, dzieciarnia, można powiedzieć, bo dużo było czasu. Wyjechała do cioci, do babci na te wakacje. A tutaj nas się zostało 8 osób.
Ja się też zostałam, bo chodziłam już do drugiej klasy szkoły drogistycznej. A to trzyletnia była szkoła. No i musiałam chodzić na praktykę do składu aptecznego.
[00:32:52] Muzeum
Miała Pani już wtedy 20 lat?
[00:32:55] Barbara Mazurkiewicz
No tak, akurat już 20 lat, no już niestety. I wtedy... Jest tak jakoś koło południa, wzywa mnie kierowniczka do siebie i mówi, Basiu, dostałam wiadomość od... Twojej mamy, a przywiozła tą wiadomość sąsiadka, że twoja mama jest bardzo ciężko chora i błaga, prosi, żebyś przyjechała natychmiast, bo z łóżka wstać nie może, nogi wyciągnąć, spod kołdry nie może, taki ma straszny ból w kręgosłupie.
[00:33:41] Muzeum
Czyli jest lipiec 1944 roku, Pani jest w Warszawie, a Mama jest w Głownie. I dostaje Pani informację, że Mama prosi o przyjazd. Taka sytuacja.
[00:33:55] Barbara Mazurkiewicz
I to był 20 lipiec. Więc ja tak jak stałam, tylko płacz na ciebie i pierwszą okazją, jak była, tak wzięłam i pojechałam. No oczywiście na głowie miałam i tego szóstoletniego mojego braciszka, szwendającego się wszędzie. I coś ugotować, a przede wszystkim mamę ratować. No i sklepem się trochę zająć, czymkolwiek. Wszystko na mojej głowie było. Wszystko na mojej głowie.
No ale ja się też nie przejmowałam. Wszystko robiłam to, co mamusia też mi dyktowała. A może to, a może tamto, jakoś sobie radź, bo ja nie dam rady nogą ruszyć z łóżka. No i tak doszło. Jeszcze nie wstawała do 1 sierpnia. A tu się dowiadujemy, że powstanie wybuchło. Więc już nie dałam rady wrócić.
I przez to nie byłam w Warszawie podczas powstania.
[00:35:07] Muzeum
Czyli przygotowywała pani przez długi czas owo powstanie, ale sam wybuch zastał panią gdzie indziej, w bardziej bezpiecznym miejscu.
[00:35:15] Barbara Mazurkiewicz
Matka jest niby pierwsza. A tutaj trzeba było jeszcze wziąć się za robotę. I nie narzekać.
[00:35:29] Muzeum
Co stało się z tym budynkiem, który był przeznaczony na szpital?
[00:35:34] Barbara Mazurkiewicz
Tak, teraz moment taki jest. To już potem się dowiedziałam. Dłuższy czas nic nie było wiadomo, co tam się właśnie dzieje. Ale dowiedziałam się bardzo taką sprawę, że 4 sierpnia już podjechał tank, czołg niemiecki pod czteropiętrową naszą kamienicę. Wszystkich lokatorów wyrzucili przed ten czołg i tym czołgiem jechali w stronę powstańców. Żadna osoba nie przeszła życie.
[00:36:33] Muzeum
Pani motto na życie, Pani Barbaro.
[00:36:36] Barbara Mazurkiewicz
Ta chęć wyzwolenia się spod jarzma. obcego. [wtrącenie] Czyli wolność. I wolność. Wolność, żeby nie móc być ciągle pod batem czyimś. To jest okropne. Tak samo jak i tu, za okupacji niemieckiej.
Przecież to też człowiek drżał, że aha, jutro mogą być łapanki, jutro mogą być, jakieś, No co? Aresztowania. Nie wiadomo za co, nie wiadomo po co. Bo na przykład twoja babcia była Niemka, a ty nie chcesz być Niemcem. Różne były podstawy ku temu.
[00:37:27] Muzeum
Pani Barbaro, tata kazał panią szkolić na krawcową. Czy podążyła pani za tym rozkazem taty ostatnim, wypisanym na serwetce? Uszyła pani kiedyś sobie lub komuś coś ładnego?
[00:37:41] Barbara Mazurkiewicz
Oczywiście.
[00:37:42] Muzeum
Pani Barbaro, ostatnie pytanie. Jak tak naprawdę wyglądał ten świat, którego już nie znamy? Świat bez kaloryferów, bez odkurzacza, lodówki, pralki automatycznej. Jak wyglądał wasz codzienny dzień?
[00:38:00] Barbara Mazurkiewicz
No to przed wojną, chociaż mieszkaliśmy w koszarach, nie było kanalizacji, tylko była dziura. Normalne siedzenie, dziura nawet bez płukania. Wody nie było w kranie, trzeba było nosić wodę. Jeżeli się trzeba było wykąpać, była wanna cynkowa, taka większa. No i to była użytek do kąpieli.
[00:38:32] Muzeum
Czyli trzeba było przynieść wodę ze studni i napełnić wannę, żeby się umyć.
[00:38:36] Barbara Mazurkiewicz
Tak, ale ponieważ był ordynans tak zwany, ale do ordynansa właśnie należało przynieść wodę, przynieść węgiel, napalić w piecu, inne rzeczy, ewentualnie dywan wytrzepać, takie cięższe rzeczy. I już po południu miał wolę.
I to wszystko. Ale żelazko jeszcze było, można było żelazko kupić i tym żelazkiem elektrycznym prasować. To był bardzo dobry pierwszy taki dzwoneczek do ulżenia sobie w pracy.
[00:39:24] Muzeum
Żelazko.
[00:39:25] Barbara Mazurkiewicz
Żelazko elektryczne.
[00:39:27] Muzeum
Pierwsze narzędzie, które usprawniało życie gospodyni domowej.
[00:39:31] Barbara Mazurkiewicz
Tak, bo inne rzeczy to dopiero po wojnie się to dopiero zaczęło.
[00:39:38] Muzeum
Czyli po wojnie odkurzacz, lodówka i pralka.
[00:39:41] Barbara Mazurkiewicz
Tak, [niewyraźnie] korzucza i telewizja. Najpierw radio jeszcze było, ale też nie wszyscy mieli radio.
[00:39:49] Muzeum
No i myślę, że nie wszyscy też mieli żelazko.
[00:39:52] Barbara Mazurkiewicz
Tak, tak.
[00:39:54] Muzeum
Co za czasy.
[00:39:55] Barbara Mazurkiewicz
Były ciężkie czasy, ale każdy musiał sobie jakoś radzić. No tym bardziej, że przecież na wsi też elektryczności nie było. Nawet w takim majątku jak mamusi, właśnie rodzice, nie stać ich było na to, żeby zainstalować słupy elektryczne i założyć tą elektryczność. Tylko lampka naftowa albo świece.
[00:40:24] Muzeum
Ależ nastrój.
[00:40:26] Barbara Mazurkiewicz
A babcia igiełeczka i richelieu się haftowało, wyprawy dla córek. Przy świece albo lampce.
[00:40:38] Muzeum
Haft richelieu, pościel dla córek. Mili Państwo, tym akcentem... Z przykrością kończę rozmowę z panią Barbarą Mazurkiewicz, która jest naszym dzisiejszym gościem. Pięknie pani dziękuję za to, że zechciała pani do nas przyjechać i to wszystko opowiedzieć.
[00:40:55] Barbara Mazurkiewicz
Dziękuję bardzo, że ktoś, kto będzie teraz słuchał mnie, może sobie naprawdę przyswoić to wszystko, co ja powiedziałam o takich czasach ciężkich, bardzo ciężkich i srogich. Gdzie człowiek mógł nawet nie wiedzieć, czy jutro będzie żył.
[00:41:19] Muzeum
Przyswoić i wyobrazić.
[00:41:21] Barbara Mazurkiewicz
Podczas okupacji.
[00:41:24] Muzeum
Bardzo, bardzo Pani dziękujemy. Życzymy jeszcze wielu lat w szczęściu z takim uśmiechem i w tak doskonałej formie, w jakiej dzisiaj Panią zastajemy. I zapraszam Państwa na kolejną rozmowę, która już niebawem. Do zobaczenia i do usłyszenia. Niezaniedbane. Rozmowy o dzieciństwie czasu wojny. Podcast Muzeum Dzieci Polskich.
Ofiar totalitaryzmu w Łodzi.
